Mogą nam więc zapew­ne wiele ciekawych rzeczy powiedzieć. Program skonstruowany jest w formie rozmowy. Mówią na przemian raz on,’ raz ona. Ilustrują swe wypowie­dzi fotografiami. Mówią o sprawach – prostych i ludzkich. O tym, że początkowo ludność im nie dowierzała, że nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego lekarze radzieccy nie biorą za leczenie honora­riów.                !Jednym słowem, tekst dialogu, gdybyśmy roz­patrywali go oddzielnie, bez wątpienia, wydałby się nam żywy i zajmujący.A jednak program okazał się nieciekawy i jakiś zbyt oficjalny. Nie udaje nam się nawiązać kon­taktu z tymi, wydawałoby się, – sympatycznymi młodymi ludźmi. W programie pobrzmiewa’jakiś fałsz.’Nie od razu udało mi się go odkryć. 

Być może w przyszłości telewizyjne reportaże będą nadawane bez prób i bez przygotowań. W tym widzę sens telewizji w ogóle. Zresztą dziś najlepsze telewizyjne programy dokumentalne są właśnie realizowane w ten sposób. Lecz skoro po­trzebna jest inscenizacja — niechaj będzie. Tylko nie wolno krygować się i udawać, że’jej nie ma. Jest to (w swojej – istocie) podobny dylemat do tego, który każe rozstrzygać — czytać czy mówić? Potrafisz mówić spokojnie, precyzyjnie, od sie­bie — mów! Nie należy tylko wkuwać cudzych tekstów na pamięć…Jeszcze: jeden przykład „małego kłamstwa”.Przed obiektywem kamery występuje w studio para radzieckich lekarzy, mąż i żona (tak ich nam przedstawiono). Mieszkali prawie rok w Iraku, lecząc miejscową ludność. 

Młoda dziennikarka trzymając w ręce mikro­fon przechodzi z  jednego pokoju do drugiego. Przeprowadzana jest transmisja – mająca pokazać, jak dzieci z pewnego podwórka spędzają wolny czas. Dziennikarka wprawnie przeprowadza roz­mowy z dziećmi. Najwyraźniej pragnąc nadać te­mu, co się dzieje, większą wiarygodność, reporter­ka przechodząc z pokoju dó pokoju zapytuje dzie­ci: „Dokąd przejdziemy teraz?’’Dość! Nieprawda!-Chyba jasne jest. dla każdego, że jej trasa zo­stała z góry ustalona, że odbyły się próby całego widowiska, zresztą po chwili, gdy dzięki tak „za­skakującemu chwytowi” „ znaleźliśmy się w por mieszczeniu kółka dramatycznego, sami mogliśmy się o tym : przekonać . ujrzawszy,.; dzieci zamarłe w bezruchu i oczekujące na sygnał włączenia się kamer. 

Ekran telewizyjny demaskuje kłamstwo. Choćby nie wiem jak głęboko było ukryte, mały ekran wydobywa je i zwielokrotnia wprawiając widzów w irytację, zmuszając ich niejednokrotnie do wy­łączenia telewizora.Prawda, – uczciwość — oto podstawy telewizyj­nego kodeksu moralnego. Ów demaskatorski charakter naszego domowego ekranu- nie podlega dyskusji. Gdy. kilka lat temu spisywałem swe pierwsze’ wrażenia widza telewi­zyjnego, myśl o tym, że prawda jest podstawą ję­zyka, którym powinna posługiwać się telewizja, stale mnie nurtowała. I nurtuje mnie do dziś.A zatem ekran telewizyjny demaskuje kłam­stwo. Wielkie czy małe — wszystko jedno.Chciałbym teraz zatrzymać się na kłamstwie s „małym”, często niepotrzebnym, niejako bezinte­resownym, a jednakże decydującym o niepowo­dzeniu całego programu.

W owym monologu starej kobiety nie było ni­czego, co powodowałoby rozdźwięk między jej wy­glądem zewnętrznym a jej słowami. ‘ Przeciwnie, twarz jej wydawała się nam patetyczna, pomni­kowa.Była to autentyczna, nieśmiertelna Dolores Ibarruri!  Wszelkie ustalenia specyfiki telewizyjnej runęły w posadach. Patetyczny ton wypowiedzi nie spra­wiał w– tynu przypadku wrażenia czegoś sztucznego, nienaturalnego. „Zwykły, potoczny ton roz­mowy” nie jest warunkiem obowiązkowym, jak się okazało, do nawiązania kontaktu między czło­wiekiem z ekranu i widzem. Przekonanie o słusz­ności sprawy i wewnętrzne oddanie się jej – wpro­wadzały w danym przypadku na „dystans zaufa­nia” najwznioślejsze uczucia i wielkie słowa.

Nic tak nie burzy tego dystansu jak fałsz emo­cjonalny, emfaza, demagogia we wszelkich’ for­mach— od jawnej do skrytej.Dystans zaufania!Na ekranie widzimy starą schorowaną kobietę, jedną z tych,’ jakich tysiące spotykamy na ulicach naszych miast, podwórzach naszych domów. Mo­że to być lekarka lub nauczycielka. Ubrana jest w skromną suknię, ozdobioną broszką.To Dolores Ibarruri.Zaczyna mówić.. Mówi zupełnie inaczej niż po­zostali uczestnicy. programu. Nie ma w jej sło­wach egzaltacji, wyczuwa się tylko większe o d- danie sprawie niż u innych…Ibarruri mówi po hiszpańsku. W głosie jej brzmi muzyka, – która łączy poszczególne słowa i zdania w jeden strumień. Tak dźwięczały spiżo­we strofy Pabla Nerudy (sam czytał je swym wspaniałym głosem). 

Telewizja pod względem moralnym jest bardzo wymagająca wobec ludzi, którzy występują przed kamerami. Niekiedy nawet wymagająca wręcz do przesady.Dystans zaufania! Dystans sprawdzenia! – ‚ Przed kamerami występuje pewien mój znajo­my. Człowiek, któremu wystarczy wyjść na estra­dę, aby na widowni natychmiast-zapanowało oży­wienie. Tak było i tym razem, recytował jakiś niezwy­kle śmieszny tekst. Sala pokładała się ze śmiechu. A ja,’ widz telewizyjny, nie chciałem być wyłą­czony z tej ogólnej wesołości. Lecz nie wiem dla­czego, od samego początku coś mi w tym prze­szkadza, zaczyna ogarniać mnie nuda. I nagle ubliżenie jego oczu — nie dostrzegam w nich ra-‚ dości, maluje się w nich pustka i. smutek. Dystans zaufania! Dystans sprawdzenia!

Bobi to tak, że widz dochodzi do wniosku, iż jego obecność przed telewizorem jest; nietaktem… Re­żyser, pragnąc jeszcze wzmocnić wymowę : pro­gramu, ustawił – wazonik z kwiatuszkiem i wciąż kierował nań jedną z kamer, podkreślając czuło-, stkowość obrazu.Tak – postępować nie można! Poufałość, senty­mentalna i w złym guście jest równie żenująca dla widza jak uniżona nonszalancja dziennikarza, który: przeprowadzał wywiad z Petrosjanem, czy wzajemne grzecznościowe obdarzanie się komplementami Kassila i Aleksina bądź pompatyczne wypowiedzi uczestników zebrania redakcyjnego, że ograniczę się do cytowanych wyżej przykładów. Na owym „dystansie zaufania”, wytworzonym przez telewizję niebezpieczne są .wszelkie próby „przypodobania się”, wszelkiego rodzaju  umizgi.

1 2 3 4 5 25 26