//////

Młoda dziennikarka trzymając w ręce mikro­fon przechodzi z  jednego pokoju do drugiego. Przeprowadzana jest transmisja – mająca pokazać, jak dzieci z pewnego podwórka spędzają wolny czas. Dziennikarka wprawnie przeprowadza roz­mowy z dziećmi. Najwyraźniej pragnąc nadać te­mu, co się dzieje, większą wiarygodność, reporter­ka przechodząc z pokoju dó pokoju zapytuje dzie­ci: „Dokąd przejdziemy teraz?’’Dość! Nieprawda!-Chyba jasne jest. dla każdego, że jej trasa zo­stała z góry ustalona, że odbyły się próby całego widowiska, zresztą po chwili, gdy dzięki tak „za­skakującemu chwytowi” „ znaleźliśmy się w por mieszczeniu kółka dramatycznego, sami mogliśmy się o tym : przekonać . ujrzawszy,.; dzieci zamarłe w bezruchu i oczekujące na sygnał włączenia się kamer. 

Ekran telewizyjny demaskuje kłamstwo. Choćby nie wiem jak głęboko było ukryte, mały ekran wydobywa je i zwielokrotnia wprawiając widzów w irytację, zmuszając ich niejednokrotnie do wy­łączenia telewizora.Prawda, – uczciwość — oto podstawy telewizyj­nego kodeksu moralnego. Ów demaskatorski charakter naszego domowego ekranu- nie podlega dyskusji. Gdy. kilka lat temu spisywałem swe pierwsze’ wrażenia widza telewi­zyjnego, myśl o tym, że prawda jest podstawą ję­zyka, którym powinna posługiwać się telewizja, stale mnie nurtowała. I nurtuje mnie do dziś.A zatem ekran telewizyjny demaskuje kłam­stwo. Wielkie czy małe — wszystko jedno.Chciałbym teraz zatrzymać się na kłamstwie s „małym”, często niepotrzebnym, niejako bezinte­resownym, a jednakże decydującym o niepowo­dzeniu całego programu.

Jakie są’ prawa owego kontaktu? Co tu jest najważniejsze?Nie ulega wątpliwości, że przede wszystkim — spontaniczność. Ważny jest również szacunek.Szacunek wobec siebie i widza.Dlatego tak niebezpieczne jest rozpatrywanie tych czy innych elementów specyfiki telewizyjnej w izolacji od siebie. Czytać czy mówić? Improwi­zacja czy staranne przygotowanie? Można przy­jąć dowolny punkt widzenia i odgrodzić się od prawdy, humanizmu czy w końcu od chęci; i ko­nieczności prowadzenia jakichkolwiek poszukiwań.Żadnego, najbardziej, jakby się wydawać mogło,warsztatowego problemu nie można ,w, telewizji rozstrzygnąć pomijając stronę etyczną. W tym właśnie . dopatruję, się nowatorstwa telewizji.

Kilka uwag o filmie i telewizji.Przypuszczam, : że sprawa jest tutaj o wiele mniej skomplikowana niż w przypadku telewizji i    teatru. Filmy wyświetlane na naszych domo­wych ekranach nie stwarzają specjalnych proble­mów. Dobry film — dobrze. Zły — źle. Pokazują w większości — filmy złe. Dobrych nie wyświetlają, aby. w kinach nie zabrakło widzów. Dlatego wyświetlają te, na które widzowie nie chodzą. Czy jednak słuszne jest założenie, że widz zacznie oglądać te filmy, gdy : mu się; je dostarczy do domu? Niestety, tak.Z własnej woli nikt by ich nie oglądał. Ogląda, klnie i przyzwyczaja się. — Ogląda — i uczy się brać złe za dobre.   

Załóżmy jednak na chwilę, że telewizyjna Aeli­ta była poprawna z punktu widzenia wymogów gatunku wykonawstwa.Mimo wszystko widowisko to było pod wzglę­dem artystycznym niespójne, albowiem realizato­rzy wyszli z założenia, że specyfikę telewizyjną osiągnie się przez połączenie — za pomocą sumo­wania — środków wyrazowych teatru i filmu.  Wygląda to w przybliżeniu następująco. Kame­ra zaczyna swą pracę. Widzimy z bliska aktora,któremu najwyraźniej w tym momencie dano znak, że ma zacząć grać. Przez chwilę aktor ma jeszcze twarz nieruchomą, później, widać to wy­raźnie, zaczyna „wcielać się w rolę” wypowia­dając odpowiednią kwestię. Akcja toczy się nie­mrawo, aktorzy szarżują — grają, jak to się mó­wi, „teatralnie”.

Telewizja, fotografia — oto kandydatki młode, agresywne, w pełni  sił twórczych — nic tylko zorganizować rozgrywki między nimi!Nie przeczę, że telewizja ma w nich „niejaką szansę”. Lecz rozgrywka dopiero się rozpoczęła i na tablicę turnieju naniesiono zaledwie pierw­sze punkty…Jakie są i którędy prowadzą drogi na Parnas, nie wiemy. Nabieranie cech samodzielnej sztukito złożony problem estetyczny i trudno kryty­kowi wyprzedzać fakty. Dlatego koniecznie należy oddzielić ten problem od zagadnień, które wyła­niają się w związku z ideologicznym, wychowaw­czym i kulturowym znaczeniem telewizji.Nikt, na przykład, nie podaje w wątpliwość społecznej roli radia. Lecz nikt też nie twierdzi, że stanowi ono samodzielny rodzaj sztuki.

Do pewnego klubu (wydaje mi się, że program skądś transmitowano) telewizja zaprosiła mło-‚ dych ludzi, którzy uważali, iż są.;, szczęśliwi. Pra­wie przez godzinę prowadzący ów program pod­chodzili do zaproszonych gości pytając ich, dla­czego uważają, iż są szczęśliwi. „Jestem szczęśli­wy, bo zdałem egzaminy”, „jestem szczęśliwy, gdyż w pracy wszystko mi się dobrze układa”, „jestem szczęśliwy, bo poznałem Marię” — brzmia­ły odpowiedzi kilkudziesięciu młodych „szczęśliw­ców”, którzy przybyli na spotkanie z telewizją, by doczekawszy się [swej kolejki, złożyć przed kame­rami swoje wyznanie.

Sport jest niezwykle telewizyjny. Zapewne z tych samych powodów tak telewi­zyjny jest cyrk, a ściślej, bezpośrednie transmisje z cyrku. A przecież jakże nudne są pokazy cyr­kowe oglądane na dużym ekranie w kinie. Akro- bata chodzący po linie, iluzjonista wyczarowujący ze swej chustki akwarium z rybkami, poskromi- cielka zwierząt wchodząca do klatki z lwami — z wszystkiego tego w kinie pozostaje wyłącznie czysto widowiskowa strona, gubi się natomiast ów dramatyzm chwili, owo wrażenie niepowta­rzalności spektaklu, który co wieczór powstaje pod kopułą cyrku niejako od nowa, jak gdyby po raz pierwszy i ostatni. 

Wystarczy naci­snąć klawisz, aby na ekranie ukazał się świecący punkcik, który znika gdzieś w oddali… Sięgacie wówczas na półkę po swą ukochaną książkę, na­stawiacie nową płytę bądź też przypominacie so­bie, iż sąsiad zaprosił was na bridża… Czytelnik rozczarowany lekturą może napisać list do autora lub do redakcji gazety. Niezado­wolony ze sztuki widz może udać się do kasy i żądać zwrotu pieniędzy. Odbiorca programu te­lewizyjnego, gdy mały ekran mu się szczególnie uprzykrzy, ma bardziej perfidne wyjście. Może wyłączyć dźwięk i ze złośliwym zadowoleniem przypatrywać się śpiewaczce otwierającej usta, trębaczowi nadymającemu policzki czy wreszcie znakomitemu aktorowi, który, niczym prowin­cjonalny tragik, gestykulując zawzięcie, stara się nam przekazać jakąś patetyczną treść.

Nie każdy komputer jest jednakowo dobry, jeśli chodzi o wydajność. Szczególnie, jeśli pomyślimy o najnowszych grach, które to tytuły mają zawsze wyższe wymagania od gier starszych. Niestety komputery szybko się starzeją i nasz komputer, który wydaje się, że jeszcze niedawno był nowy, może się okazać za stary, aby sprostać niektórym najnowszym grom. Często jest tak, że najnowsze gry nie będą mogły być uruchomione na naszym komputerze w najwyższych możliwych detalach i jakości. Może się również okazać, jeśli nasz komputer jest jeszcze starszy, że dane gry nie uruchomią się na nim w ogóle. Jeżeli mamy komputer stacjonarny to jest możliwość, aby starzenie się naszego sprzętu w pewnym stopniu zniwelować. Dla płynnej pracy gier najważniejsze są, bowiem takie części jak karta graficzna, pamięć RAM oraz procesor. Najłatwiej jest, co jakiś czas wymienić kartę graficzną na nowszą, co jest dosyć prostą czynnością do zrobienia nawet samodzielnie w domu. Dołożenie więcej pamięci RAM również do trudnych nie należy. Ta modyfikacja jest dosyć tania, w porównaniu do innych, w związku, z czym jeżeli nasza płyta główna ma wolne gniazdo na pamięć RAM warto rozważyć dołożenie dodatkowej kości. Największy problem możemy mieć z wymianą procesora, gdyż może okazać się, że nasza płyta główna nie obsługuje najnowszych technologii i poza samym procesorem czeka nas również wymiana samej płyty. Mimo wszystko wymiana powyższych elementów pozwoli nam unowocześnić komputer na, tyle aby móc cieszyć się najnowszymi grami w lepszej jakości bez potrzeby zakupu nowego komputera. Modernizacja niektórych jego elementów będzie znacznie tańsza. Wyjątek ma miejsce wtedy, gdy nasz komputer jest naprawdę stary. W takim przypadku jego modernizacja może wymagać wymiany niemalże wszystkich jego części, co w praktyce może oznaczać, że koszt ten wyniesie mniej więcej tyle, ile zapłacimy za nowy sprzęt.

Mogą nam więc zapew­ne wiele ciekawych rzeczy powiedzieć. Program skonstruowany jest w formie rozmowy. Mówią na przemian raz on,’ raz ona. Ilustrują swe wypowie­dzi fotografiami. Mówią o sprawach – prostych i ludzkich. O tym, że początkowo ludność im nie dowierzała, że nikt nie mógł zrozumieć, dlaczego lekarze radzieccy nie biorą za leczenie honora­riów.                !Jednym słowem, tekst dialogu, gdybyśmy roz­patrywali go oddzielnie, bez wątpienia, wydałby się nam żywy i zajmujący.A jednak program okazał się nieciekawy i jakiś zbyt oficjalny. Nie udaje nam się nawiązać kon­taktu z tymi, wydawałoby się, – sympatycznymi młodymi ludźmi. W programie pobrzmiewa’jakiś fałsz.’Nie od razu udało mi się go odkryć. 

Być może w przyszłości telewizyjne reportaże będą nadawane bez prób i bez przygotowań. W tym widzę sens telewizji w ogóle. Zresztą dziś najlepsze telewizyjne programy dokumentalne są właśnie realizowane w ten sposób. Lecz skoro po­trzebna jest inscenizacja — niechaj będzie. Tylko nie wolno krygować się i udawać, że’jej nie ma. Jest to (w swojej – istocie) podobny dylemat do tego, który każe rozstrzygać — czytać czy mówić? Potrafisz mówić spokojnie, precyzyjnie, od sie­bie — mów! Nie należy tylko wkuwać cudzych tekstów na pamięć…Jeszcze: jeden przykład „małego kłamstwa”.Przed obiektywem kamery występuje w studio para radzieckich lekarzy, mąż i żona (tak ich nam przedstawiono). Mieszkali prawie rok w Iraku, lecząc miejscową ludność. 

W owym monologu starej kobiety nie było ni­czego, co powodowałoby rozdźwięk między jej wy­glądem zewnętrznym a jej słowami. ‘ Przeciwnie, twarz jej wydawała się nam patetyczna, pomni­kowa.Była to autentyczna, nieśmiertelna Dolores Ibarruri!  Wszelkie ustalenia specyfiki telewizyjnej runęły w posadach. Patetyczny ton wypowiedzi nie spra­wiał w– tynu przypadku wrażenia czegoś sztucznego, nienaturalnego. „Zwykły, potoczny ton roz­mowy” nie jest warunkiem obowiązkowym, jak się okazało, do nawiązania kontaktu między czło­wiekiem z ekranu i widzem. Przekonanie o słusz­ności sprawy i wewnętrzne oddanie się jej – wpro­wadzały w danym przypadku na „dystans zaufa­nia” najwznioślejsze uczucia i wielkie słowa.

Nic tak nie burzy tego dystansu jak fałsz emo­cjonalny, emfaza, demagogia we wszelkich’ for­mach— od jawnej do skrytej.Dystans zaufania!Na ekranie widzimy starą schorowaną kobietę, jedną z tych,’ jakich tysiące spotykamy na ulicach naszych miast, podwórzach naszych domów. Mo­że to być lekarka lub nauczycielka. Ubrana jest w skromną suknię, ozdobioną broszką.To Dolores Ibarruri.Zaczyna mówić.. Mówi zupełnie inaczej niż po­zostali uczestnicy. programu. Nie ma w jej sło­wach egzaltacji, wyczuwa się tylko większe o d- danie sprawie niż u innych…Ibarruri mówi po hiszpańsku. W głosie jej brzmi muzyka, – która łączy poszczególne słowa i zdania w jeden strumień. Tak dźwięczały spiżo­we strofy Pabla Nerudy (sam czytał je swym wspaniałym głosem). 

Telewizja pod względem moralnym jest bardzo wymagająca wobec ludzi, którzy występują przed kamerami. Niekiedy nawet wymagająca wręcz do przesady.Dystans zaufania! Dystans sprawdzenia! – ‚ Przed kamerami występuje pewien mój znajo­my. Człowiek, któremu wystarczy wyjść na estra­dę, aby na widowni natychmiast-zapanowało oży­wienie. Tak było i tym razem, recytował jakiś niezwy­kle śmieszny tekst. Sala pokładała się ze śmiechu. A ja,’ widz telewizyjny, nie chciałem być wyłą­czony z tej ogólnej wesołości. Lecz nie wiem dla­czego, od samego początku coś mi w tym prze­szkadza, zaczyna ogarniać mnie nuda. I nagle ubliżenie jego oczu — nie dostrzegam w nich ra-‚ dości, maluje się w nich pustka i. smutek. Dystans zaufania! Dystans sprawdzenia!

Bobi to tak, że widz dochodzi do wniosku, iż jego obecność przed telewizorem jest; nietaktem… Re­żyser, pragnąc jeszcze wzmocnić wymowę : pro­gramu, ustawił – wazonik z kwiatuszkiem i wciąż kierował nań jedną z kamer, podkreślając czuło-, stkowość obrazu.Tak – postępować nie można! Poufałość, senty­mentalna i w złym guście jest równie żenująca dla widza jak uniżona nonszalancja dziennikarza, który: przeprowadzał wywiad z Petrosjanem, czy wzajemne grzecznościowe obdarzanie się komplementami Kassila i Aleksina bądź pompatyczne wypowiedzi uczestników zebrania redakcyjnego, że ograniczę się do cytowanych wyżej przykładów. Na owym „dystansie zaufania”, wytworzonym przez telewizję niebezpieczne są .wszelkie próby „przypodobania się”, wszelkiego rodzaju  umizgi.

1 2 3 4 5 25 26